Zaczęło się od zakładu
Tomasz Chachuła nie chciał być myśliwym. Nad polowanie na zwierzynę przedkładał łowienie ryb. Jego przyjaciel, Olgierd Kluz, miał odwrotne preferencje. Stąd powstawał problem, gdy razem planowali wypad w dziką głusz.
- Doszliśmy w końcu do porozumienia - opowiada Tomasz Chachuła. - Ja zgodziłem się towarzyszyć mu na polowaniu, a on mi na rybach. Skończyło się tak, że Olek nigdy nie zainteresował się rybami twierdząc, że jest to nudne jak flaki z olejem, a mnie myślistwo wciągnęło.
Inne tematycznie powiązane strony:
†
|